Cześć Kochane! :)
Wracam po dość dÅ‚ugiej przerwie wywoÅ‚anej w dużej mierze przez problemy z krÄ™gosÅ‚upem, które sprawiÅ‚y, że każdÄ… wolnÄ… chwilÄ™ przeleżaÅ‚am plackiem. Na szczęście już prawie nie odczuwam bólu i mogÄ™ Wam o sobie przypomnieć :). Gdyby ktoÅ› kiedyÅ› powiedziaÅ‚ mi, że zacznÄ™ przygodÄ™ z cieniami do oczu, zaÅ›miaÅ‚abym mu siÄ™ w twarz. JakoÅ› nigdy nie byÅ‚o nam sobie po drodze, a pojedyncze eksperymenty koÅ„czyÅ‚y siÄ™ wielkÄ… klapÄ…, np. podbitym okiem ♥. Po kilku latach postanowiÅ‚am zrobić do nich drugie podejÅ›cie, które zaowocowaÅ‚o dużymi zakupami w Hean.
Dzisiaj przedstawię Wam pierwszą część moich zakupów: cienie z serii Hean Art. Szczerze mówiąc, planowałam jedynie zakup wkładów do cieni, ale atrakcyjna cena cieni z tej serii (3,99zł zamiast 6,99zł) skutecznie zachęciła mnie do zakupu ;). I wiecie co? Nie żałuję! Cienie są cudowne - nie osypują się i są dobrze napigmentowane. Co do wyboru odcieni, osoby, które dobrze znają moje kosmetyczny gust może zaskoczyć wybór 3 metalicznych cieni, ponieważ moją miłością jest matowe wykończenie. Chcę się do nich przekonać, bo przecież nie zawsze to, co zachowawcze jest najlepszym rozwiązaniem ;). Poniżej możecie zobaczyć, na jakie odcienie się zdecydowałam:
Zeswatchowałam dla Was wszystkie cienie na sucho, bez uprzedniego położenia bazy:
Åšciskam :),
N.







