Pamięć bywa zawodna, między innymi ze względu na swoją wybiórczość. Dlaczego jednak są takie rzeczy, o których pamiętamy bez względu na wiek, stopień zmęczenia, czy inne istotne czynniki? Osobiście jestem zdania, że im więcej zmysłów jest zaangażowanych w trakcie danego doświadczenia, tym większe prawdopodobieństwo, że to odczucie zagości na półce zwanej pamięcią długotrwałą. Przez dwadzieścia dwa lata zgromadziłam trochę tych obrazów w swojej głowie. Jednym z nich jest: aromatyczny, pożywny, a jednocześnie lekki w przeciwieństwie do drugich dań - o czym mowa? O rosole, rzecz jasna! Odkąd pamiętam w moim domu robi się rosół wyłącznie na mięsie drobiowym z obowiązkowymi dodatkami postaci przypalonej na palniku cebulki i kilku marchewek. Co dom, to inny zwyczaj, ale magiczne właściwości rosołu pozostają te same. Nic tak dobrze nie rozgrzewa (no może za wyjątkiem setki;) i nie dodaje krzepy jak rosół, dlatego odciążając Mamę w kuchennych obowiązkach, staram się o nim pamiętać i przynajmniej raz na jakiś czas uraczyć nim Domowników.


Wieczory coraz chłodniejsze, to i chrapka na gorące, mocno doprawione dania jakby większa.


 Czy tylko dla mnie rosół jest smakiem dzieciństwa?:)

Ściskam :).
N.

Meandry kobiecej psychiki pozostają wciąż niezgłębione, dlatego spieszę z pomocą wszystkim rycerzom na białych koniach [ok, tych w innych kolorach też, nie jestem rasistką :D], którzy wydają się być nieco zagubieni. Pamiętajcie, Księciuniu, Książę, Proszę Księdza, że jest zasada, która obowiązuje bez względu na okoliczności: Komplementuj ją stale, nie pytaj co dalej! 


Tak miało być:
- Ładnie dziś wyglądasz! [puszcza oko]
- Wielkie dzięki! [odpuszcza oko]

Tak było:
On puszcza oko, a ona bąka ( ze złości, rzecz jasna!)

 -  Ładnie dziś wyglądasz. [puszcza oko]
 -  O Ty, kocmołuchu, słomiaczu piiip, że niby tylko dzisiaj?!


 
Tak miało być:
- Oh, you’re such a pretty, smart girl…
- Liar! Stahp it! :D You make me feel ashamed. 

Tak było:
 - Oh, you’re such a pretty, smart girl…
- Oh,can you repeat? Oh come on, can’t u? So screw u!




Tak miało być:
- Idealnie wpisujesz się w mój wymarzony typ kobiety.
- HE-HE (trzepotanie rzęs w tle) 

Tak było:
- Idealnie wpisujesz się w mój wymarzony typ kobiety.
- Że niby jest nas więcej, głupcze?




Tak miało być:
- Jesteś taka naturalna!
- (delikatnie unosi kąciki ust – no bo przecież  naturalna kobieta + naturalny, szczery  uśmiech? ależ naturalnie!)

Tak było:
- Jesteś taka naturalna!
- I po co ja się tak k***a męczyłam z tymi mejkapami, ałtfitami, skoro mój after to before!!!
 


Udanego podrywu, Panowie!


Ściskam :),
N.
Wśród rozgniewanych kobiecych serc utarło się przekonanie, że facet to świnia. Szlaja się po nocach, zdradza i rozwala mnóstwo śmierdzących skarpetek wokół siebie. I o ile w niektórych przypadkach nie sposób się z tym nie zgodzić, nie widzę powodu, dla którego miałabym ujmować tego prosiactwa kobietom. W moim słowniku prosiactwo dzieli się na dwie kategorie: prosiactwo singla i prosiactwo partnera. To drugie jest zdecydowanie gorsze, choć i tym pierwszym się brzydzę. Na razie skupię się na prosiactwie partnera i historii z życia wziętej. Crazy night i szalona domówka. Procenty uderzają do głowy, to i pijane oczy inaczej  łapią ostrość, nie wiadomo czemu skupiając się na uosobieniach testosteronu, potocznie zwanych ciasteczkami, yummy! Gdy partner po raz piąty udaje się na siku, jest okazja, żeby tym razem przez dłuższą chwilę zawiesić oko na jakimś apetycznym kąsku. Ale, że, ciachorku jak wino uderzasz do głowy - parafrazując słowa piosenki Mezo - pseudozalotne trzepotanie rzęs w kierunku innych spodni nie wystarcza [zgodnie z zasadą: Biere wszystko, co się rusza!]. Należy zatem zwiększyć powierzchnię kontaktową - specjaliści wciąż trąbią o istotnej roli, jaką odgrywa body language! - i ruszyć do ataku. Usiąść okrakiem na kolanach ofiary i ze sprytem modliszki zachwalać jej ABS. Żeby łowy były udane warto w międzyczasie rzucić tekstem w stylu 'Szkoda, że mój Miś tak nie wygląda'. Po takim połowie można zdecydowanie uścisnąć samej sobie dłoń, ochoczo gratulując głupoty.

- to tak w ramach wieczornej refleksji na temat związków ;-)


Z dedykacją dla wszystkich Kobiet, które mają tą prawdziwą miłość w sobie, a w szczególności mojej Siostry, która tak samo jak ja ma ''średniowieczne poglądy'' i nigdy nie pcha się na trzeciego, chrum chrum :-*.


Ściskam :),
N.

Dzisiejszy post dedykuję wszystkim tym, którzy są głęboko przekonani, że ze Szczęściem jest im nie po drodze.

Ostatnio będąc na wykładzie o wdzięcznym tytule: Jak być szczęśliwym?, usłyszałam niesamowicie motywującą historię o szczęściu. Historia wywarła na mnie na tyle duże wrażenie, że postaram się ją teraz dla Was odtworzyć:


Pewnego dnia Szczęście udało się do lasu. Przechadzając się po jednej z leśnych dróżek, wpadło do ciemnej, głębokiej jamy. Nie mogąc się z niej wystać, głośno zapłakało. Jednakże jego płacz nie trwał długo, gdyż Szczęście usłyszało kroki nadchodzącego człowieka, co obudziło w nim niemałą nadzieję. 

-Dobry Człowieku, dobry Człowieku, pomóż mi wydostać się z jamy! W zamian otrzymasz ode mnie, co tylko chcesz.

Człowiek powiedział, że zawsze marzył o pięknym domu nad brzegiem morza. I tak w mgnieniu oka człowiekowi ukazał się piękny dom. Przejęty spełnioną zachcianką człowiek udał się do swojego nowego domu i zapomniał o Szczęściu. Czas mijał, a Szczęście dalej siedziało w jamie zasmucone swym losem do momentu, w którym usłyszało kroki nadchodzącego kolejnego człowieka.

- Dobry Człowieku, dobry Człowieku, pomóż mi wydostać się z jamy! W zamian otrzymasz ode mnie, co tylko chcesz.

Człowiek poprosił więc szczęście o najdroższy, sportowy samochód, a chwilę później dokładnie taki otrzymał. Zachwycony swym nowym nabytkiem szybko odjechał, tym samym zostawiając Szczęście na pastwę losu.

Siedzi więc Szczęście w jamie i płacze. A tu nagle znikąd pojawia się trzeci człowiek.

- Dobry Człowieku, dobry Człowieku, pomóż mi wydostać się z jamy! 

Nie zastanawiając się nawet przez chwilę, dobry człowiek wyciągnął Szczęście z jamy.

- Co chcesz w zamian dobry Człowieku?

- Nic - odpowiedział Dobry Człowiek i odszedł.
...
Szczęście poszło więc za nim :-).


Kochani, nie zapominajcie, że Szczęście kocha się w bezinteresowności! :)

Ściskam :),
N.

Zaginęłam na chwilę, a to wszystko za sprawą wakacyjnego wyjazdu, który był organizowany na wariackich papierach ;-). Prawie dwa tygodnie spędzone nad polskim morzem rozbestwiły mnie na tyle, że chciałam przedłużyć swój pobyt, ale na szczęście w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka z pytaniem: Ale co moi mili Czytacze będą czytać? :-) Tak więc jestem tu z Wami z powrotem i z góry uprzedzam przed swoją wzmożoną aktywnością - może się zdarzyć, że będę nawet wyskakiwać z lodówki. Ale zanim to się wydarzy podzielę się z Wami porcją zdjęć z moich cudownych wakacji: 



Mówią, że Poland = Alkoholand. Co to to nie! Piję tylko zacne trunki...


...takie, po których staję się invisible - bardziej niż po wszystkich antyperspirantach razem wziętych :-D. Zatem polecam! [ja jako blogerka, czujecie moc tego autorytetu?]



Edit: no dobra, nie zawsze piję zacne trunki! Lubię grejpfrutowo-ananowego redds'a, ale odradzam spożywanie go w dużych ilościach, gdyż...


...dzieją się ze mną dziwne rzeczy ;-).
 No co? Hinduski też jedzą tosty, noszą adidasy do sari :-D...
...i pozują do zdjęć:


Zdjęcie z cyklu: miałam wyglądać jak apetyczna foczka.  Paczę, a tu morświn! :)


Morświn, nie morświn - lubię jak fale mnie kołyszo, unoszo, pieszczo - tym niedopieszczonym polecam zamiast sexgadżetów :-D.



Ok, koniec głupot na dzisiaj :). Trzymajcie się cieplutko i nie dajcie się tej podłej jesieni, która czai się tuż za rogiem! ;)

Ściskam :),
N.

Wychodzę z supermarketu dumnie dzierżąc pod pachami ostatnie 2kg polskich truskawek. Tęskne spojrzenia przechodniów podążają za mną z niedowierzaniem. Ja również nie dowierzam. Wydawało mi się, że kilka tygodni temu pożegnałam się z truskawkami na dobre - aż do następnego lata, a tu taka niespodzianka. Szczęściem - również tym truskawkowym - trzeba się dzielić, dlatego pospiesznie wracam do domu, sklejam dla Was te kilka słów i zaraz wyruszam na pociąg. Jadę do mojej wiejskiej sielanki ;-). Dzisiejszy wieczór i jutrzejszy poranek z pewnością będą bardzo truskawkowe. Paczka makaronu cierpliwie czeka na dnie mojego plecaka, by niebawem stworzyć z moimi zdobyczami duet idealny, bo chyba tak można nazwać truskawki z makaronem i (opcjonalnie) jogurtem naturalnym? ;) Miejsca na truskawkowe i bananowo-truskawkowe smoothie również nie zabraknie w moim brzuchu! Mam nadzieję, że tymi słowami nie wywołałam fali zazdrości, lecz ogromną motywację do poszukiwania polskich truskawek?:-)

Ściskam :),
N.
Bez wątpienia lipiec był pod hasłem sezonowych owoców: malin, jagód leśnych, borówek amerykańskich i...sokowania:


Nie mogło zabraknąć również duuużej ilości dobrego jedzenia:


Pierwsza połowa miesiąca należała do jaglanki. Natomiast druga do przepysznych, nieskromnie mówiąc, obiadów mojej produkcji (za wyjątkiem biedronkowych pierogów z prawdziwymi jagodami ♥).


Jedzenie jedzeniem, ale tak naprawdę najważniejszym wakacyjnym musthave jest wypoczynek. U mnie, jak widać, wiejska sielanka :).


Jednak nie myślcie sobie, że aż taki ze mnie leniuszek! Zasłużyłam sobie na odpoczynek :). Killer i wycieczki rowerowe w przeboskim towarzystwie były moim częstym kompanem :).


Opisując lipiec, grzechem byłoby nie wspomnieć o imieninach mojej Mamy i torcie - pierwszym w moim życiu! - który dla Niej przygotowałam. Po lewej dumna autorka tortu. Po prawej Mummy prezentująca to cudeńko :D.


Stwierdzam, że jedzenie zdominowało u mnie lipiec :D ♥. U Was było podobnie, Obżartuchy? ;-)

Ściskam :),
N.