Zośka wstaje o 05:15, by na spokojnie odprawić swój poranny rytuał. Sięga po wielki kufer z wytłoczonym logo znanej marki i zabiera się do pracy. Wysypuje wszystko na swoją śnieżnobiałą pościel i zabiera się za przegląd - dokładniejszy niż ten coroczny u mechanika. Biedna ginie wśród sterty baz, podkładów, korektorów, bronzerów i wielopaków sztucznych rzęs. I jak co dzień staje przed ciężkim wyborem - to jaką dziś założyć maskę? Hmmm... najlepiej taką, która będzie najmniej przypominała ją samą.
_____________________________________
Cała prawda o makijażu
_____________________________________
Przyglądając się takim Zośkom i ich podejściu do makijażu, odnoszę wrażenie, że jest on jednocześnie naszym wybawieniem jak i przekleństwem. Bo z jednej strony pozwala nam wydobyć z siebie to, co najlepsze, podkreślić atuty i odwrócić uwagę od ewentualnych niedoskonałości, a z drugiej uzależnia tak samo jak tabliczka czekolady jedzona pospiesznie co wieczór pod łóżkiem, żeby przypadkiem nikt nie widział.
Gwoli jasności, ja makijaż lubię, uwielbiam, a wręcz kocham miłością nieczystą. Za to, że dzięki niemu mogę poczuć się jak artysta malujący w 3D ;-). Za to, że daje mi nieograniczone możliwości bawienia się swoim wizerunkiem. Za to, że dzisiaj mogę być Amy Winehouse, a jutro Marylin Monroe. A jak się bardzo postaram, to nawet tynk na twarzy Kardashianek zacznie na mój widok pękać...z zazdrości. Za to, że pozwala mi się skupić na tym, co we mnie najpiękniejsze i odwraca uwagę od głupich niedoskonałości, którymi nie mam ochoty zaprzątać sobie głowy.
I wszystko jest cudownie dopóki mamy do tego wszystkiego dystans. Dopóki jest to dla nas tylko fajna zabawa, przyjemny rytuał, a może nawet pasja czy praca. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy łapiemy się na tym, że nastawiamy swój budzik o 5 minut wcześniej niż ten chłopaka, by ten przypadkiem nie zobaczył nas w wersji sauté - z cieniami pod oczami, ziemistą cerą i blizną na brwi. Kiedy zaśpimy do pracy i zamiast ogarnąć się w kilka minut i wylecieć jak z procy na najbliższy autobus, wolimy się spóźnić niż pokazać w nieidealnym wydaniu. Kiedy na myśl o wakacjach zamiast się cieszyć zaczynamy się stresować, bo ciężko paradować w pełnym make-upie w 30-stopniowym upale.
_____________________________________
UWAGA! Zdjęcie bez makijażu
Wchodzisz na własną odpowiedzialność :)
_____________________________________
Ostatnio znowu wrzuciłam do sieci swoje zdjęcie bez makijażu. Tym razem padło na instagram (klik):

Od razu zaznaczam, że pokazanie się w takiej wersji nie jest dla mnie ani wielkim wyzwaniem ani osiągnięciem. Dlatego gdy spotkacie mnie w weekend w supermarkecie albo któregoś dnia zobaczycie biegnącą na pociąg, jest duże prawdopodobieństwo, że będę właśnie tak wyglądać ;-). I nie mam z tym absolutnie żadnego problemu, bo to właśnie jestem ja. Prawdziwa. Naturalna. Taka, która nie musi się chować za tymi wszystkim warstwami baz, podkładów czy pudrów.
A w związku z tym, że nie chcę być odosobnionym przypadkiem, z tego miejsca chciałabym Was, Kobietki, poprosić, żebyście spojrzały na siebie nieco łaskawszym okiem. Żebyście zrozumiały, że jesteście czymś więcej niż tylko piękną twarzą. Marzy mi się, żeby wraz z malejącą ilością podkładu w tubce nie malała Wasza pewność siebie, bo to właśnie ona jest jedną z najbardziej seksownych rzeczy, jakie możemy na siebie założyć ;).
Jeżeli jednak po raz kolejny zakiełkuje w Waszych głowach myśl, że tylko dzięki makijażowi możecie wyglądać dobrze, przypomnijcie sobie moje słowa:
_____________________________________
Piękne obrazy powstają tylko na dobrym płótnie
_____________________________________
A to oznacza, że gdybyśmy nie były naturalnie piękne, wyglądałybyśmy źle nawet w makijażu*. Makijaż to tylko dodatek, dobrze dobrane tło, które ma za zadanie podkreślić wyjątkowość pierwszego planu. Zatem skoro jesteśmy stworzone do grania pierwszych skrzypiec, to po jaką cholerę na własne życzenie usuwamy się w cień?
*no dobra, mówię tu o takim codziennym makijażu wykonanym samodzielnie, bez pomocy sztabu specjalistów, którzy zaserwują nam wieloetapowe konturowanie, które nawet panią hipopotamową może przemienić w żyrafę :D
Dziewczyny, mam nadzieję, że ten tekst zasieje w Was choćby malutkie ziarno, które z czasem zaowocuje lepszą samooceną. Jeżeli widzicie, że Wasza mama, siostra, przyjaciółka, sąsiadka przypomina bardziej zakompleksioną dziewczynkę niż pewną siebie kobietę, podzielcie się z nią tym tekstem. Pokażmy, że ta słynna solidarność jajników naprawdę istnieje :).
PS. Koniecznie dajcie mi znać, czym jest dla Was makijaż - jestem bardzo ciekawa!
Åšciskam!



















