Na początek poproszę o małe oklaski na zachętę. Tym razem tygodnik wjeżdża po bożemu, w niedzielę. W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o wężu, który wężem nie był, macaniu w Rossmannie i relaksującym wciąganiu chmielu :D.

Zacznijmy może od tego, że od jakiegoś czasu z zapartych tchem oglądałam na yt recenzje złuszczających skarpet. Miałam wszystko jak na tacy - before & after oraz dramatyczne zwroty akcji w trakcie procesu złuszczania :D. Od samego początku czułam, że to produkt dla mnie - leniwca, dla którego zabiegi pielęgnacyjne stóp to nie byle jaka kara ;p. Dlatego stwierdziłam, że przemęczę się te 1,5 tygodnia, a później będę świecić na prawo i lewo swoimi baby stópkami :D. Przymierzałam się do zakupu poleconych skarpet, ale pech chciał, że nie były dostępne stacjonarnie. Odezwała się we mnie polska, wiosenna cebulka i stwierdziłam, że nie będę płacić za przesyłkę. Ale akurat tak się złożyło, że w Biedronce pojawiły się złuszczające skarpetki Dr Pomoc:

źródło: klik

I choć nigdy przedtem nie słyszałam o tej marce, postanowiłam zaryzykować. Zostawiłam w kasie 10zł i zadowolona wróciłam do domu :D. Tego samego dnia przystąpiłam do zabiegu, a przez kolejne kilka czekałam na efekty. Po okołu dwóch dniach zaczęły mi się robić zadziorki - takie małe sterczące skórki niegotowe w pełni na złuszczenie. Uzbroiłam się więc w cierpliwość i ok. 4 dni po zabiegu zaczął się prawdziwy proces złuszczania - niestety tylko miejscowy. Małe fragmenty skóry zaczęły się złuszczać, zwłaszcza w środkowej części stopy, czyli tej najbardziej delikatnej i miękkiej, która nie potrzebowała kuracji wstrząsowej ;p. Następnie ruszyły naprawdę małe partie skóry z krawędzi stopy. Niestety pięty, na których najbardziej mi zależało nie były wzruszone glikolem ;p. Dlatego mam do Was pytanie, czy stosowałyście tego typu skarpetki i czy doczekałyście się efektu wow?

Ok, stopy mamy za sobÄ… ;p. Przejdźmy wiÄ™c do macania. Gdybym miaÅ‚a w jednym zdaniu opisać swój stosunek do promocji -49% w Rossmannie, powiedziaÅ‚abym: Portfel siÄ™ Å›mieje, a serce pÅ‚acze.  No bo z jednej strony jest to spora oszczÄ™dność na stacjonarnych zakupach, a z drugiej warunki zakupów i stan kosmetyków sÄ… czÄ™sto dramatyczne. Brak testerów i masowo otwierane przez klientki peÅ‚nowartoÅ›ciowe produkty sprawiajÄ…, że naprawdÄ™ odechciewa mi siÄ™ drogeryjnych byznesów. No bo co mi po wyschniÄ™tym, peÅ‚nym bakterii tuszu do rzÄ™s za poÅ‚owÄ™ ceny czy spÄ™kanym lakierze do paznokci? Hmmm, no thanks. Nie oznacza to jednak, że nie można siÄ™ przed tym w żaden sposób uchronić. I wÅ‚aÅ›nie dlatego przychodzÄ™ Wam na ratunek ze swoimi tipami:

1. PoproÅ› ekspedientkÄ™ o pomoc.
Nie krępuj się nawet wtedy, gdy półka ugina się od ilości Twojej ulubionej maskary czy pudru. Bardzo często w szufladzie szafy danej marki lub na zapleczu skrywają się nietknięte żadnym szponem zapasy :D.

2. Wybieraj produkty z testerami.
Obecność testerów oczywiÅ›cie nie gwarantuje Å›wieżoÅ›ci peÅ‚nowartoÅ›ciowych produktów. Jednak majÄ…c do dyspozycji tester, każda klienta o zdrowych zmysÅ‚ach daruje sobie otwieranie nowego produktu. Jest wiÄ™c spora szansa, że na półce kryje siÄ™ jakiÅ› nietkniÄ™ty, dziewiczy kosmetyk, na którym Ci zależy ;). 

3. Sięgaj po zabezpieczone produkty.
Powiedzmy sobie szczerze, z porzÄ…dnie zapakowanym kosmetykiem każda wÅ›cibska Å‚apa ma wiÄ™cej roboty. SÄ… wiÄ™c produkty, co do Å›wieżoÅ›ci których możesz być pewna. Jest to np. żelowy eyeliner z Maybelline - żeby go otworzyć, trzeba najpierw rozszarpać kartonik :D. To samo tyczy siÄ™ chociażby żelowych lakierów do paznokci Sally Hansen. I choć szafa pÄ™ka w szwach od  pojedynczych lakierów, które Å‚atwo rozkrÄ™cić, to sÄ… w sprzedaży również zapakowane dwupaki, które nie powinny Ci dostarczyć tylu rozczarowaÅ„ :). 

A żeby nie było, że szewc bez butów chodzi, to pokażę Wam swoje dotychczasowe zakupy:


W poprzednim tygodniu do mojego koszyka wpadł również wspomniany wcześniej zestaw do paznokci: żelowy lakier w kolorze nude + top coat Sally Hansen ;). Biedaczek nie załapał się na zdjęcie, ale na pewno Wam go pokażę przy najbliższej okazji.

Kosmetyki kosmetykami, ale nic nie relaksuje tak jak wciÄ…ganie chmielu. A tak serio, byÅ‚am ostatnio w okolicznym browarze na wykÅ‚adzie o chmielu. Jak siÄ™ tam znalazÅ‚am? TÅ» pasjonuje siÄ™ browarnictwem, wiÄ™c jak tylko wyhaczyÅ‚am informacjÄ™ o wykÅ‚adzie, postanowiÅ‚am dziaÅ‚ać :D. I wÅ‚aÅ›nie tym sposobem spÄ™dziliÅ›my jedno miÅ‚e popoÅ‚udnie na piwnych dyskusjach, wÄ…chaniu chmielu i sÅ‚uchaniu ciekawostek :D. I dziÄ™ki temu mogÄ™ Wam zdradzić sposób na bezsenność - napar z szyszek chmielu lub...szyszki wsadzone do uszu. Pewnie myÅ›licie, że zwariowaÅ‚am? Nie, jeszcze nie ;). Chmiel zawiera bioflawonoidy, które wspomagajÄ… zasypianie i naturalny sen :). 


Patrzcie jÄ…, jak siÄ™ zaciÄ…ga! :D

I tym sposobem dobrnÄ™liÅ›my do koÅ„ca tego tygodnika. Nie zapomnijcie napisać mi o swoich doÅ›wiadczeniach ze zÅ‚uszczajÄ…cymi skarpetkami i rossmannowych Å‚owach :). 

 Åšciskam!

Jako fit sarenka dobrze wiesz, co Ci wolno, a czego masz za wszelkÄ… cenÄ™ unikać. I wÅ‚aÅ›nie dlatego w Twojej diecie nie ma miejsca na zabielonÄ… zupÄ™ czy serek wiejski o standardowej zawartoÅ›ci tÅ‚uszczu, nie wspominajÄ…c już o niedzielnym mielonym zagryzionym ogórasem. Twoje każde piÄ…tkowe wyjÅ›cie ze znajomymi koÅ„czy siÄ™ odsÄ…czaniem tÅ‚ustawej pizzy w serwetkÄ™, zeskrobywaniem panierki z chicken nuggets i sÄ…czeniem coca-coli zero, która w przeciwieÅ„stwie do Å›wieżo wyciskanego soku nie powoduje takiego skoku cukru we krwi. Ale wreszcie przychodzi niedziela - jedyny dzieÅ„, kiedy możesz sobie trochÄ™ pofolgować. Ale nie, Ty jesteÅ› dzielna jak dres pod blokiem i nie cheatujesz nawet wtedy. Dlatego smażysz te swoje wysokobiaÅ‚kowe pancakes, które bez wyrzutów sumienia obficie polewasz karmelowym sosem 0 kcal.  JesteÅ› tak naproteinowana, że zaczynam siÄ™ zastanawiać, czy mogÄ™ wyciÄ…gnąć CiÄ™ na spacer. Jeszcze Ci siÄ™ zetnie biaÅ‚ko w kontakcie z jesiennym sÅ‚oÅ„cem, a ja skoÅ„czÄ™ w pierdlu za usiÅ‚owanie zabójstwa. No po co mi to? Po co? :D

A już tak na poważnie, mam nadziejÄ™, że jesteÅ› jednÄ… z tych osób, dla których bycie fit to coÅ› innego niż wielkie ciÅ›nienie na zrobienie "formy życia", która na dÅ‚uższÄ… metÄ™ skutecznie Ci to życie uprzykrzy i być może znaczÄ…co skróci. Szczerze mówiÄ…c, Å‚apiÄ™ siÄ™ za gÅ‚owÄ™, widzÄ…c siÅ‚ownianych dzików i...lochy (pardon, nie mogÅ‚am siÄ™ powstrzymać :D), którzy opowiadajÄ… o swoich czystych michach pomiÄ™dzy soczystym kÄ™sem  tablicy Mendelejewa a sÅ‚odkim bekniÄ™ciem po fit napoju bez dodatku cukru. I tak siÄ™ zastanawiam, kiedy w siÅ‚owniach zawitajÄ… automaty z colÄ… zero. Sosy 0 kcal - 100% chemii sÄ… już na wyciÄ…gniÄ™cie każdej napompowanej rÄ™ki, wiÄ™c myÅ›lÄ™, że bÄ™dzie to soon, Babe, soon! 

I choć ta caÅ‚a fit rewolucja  ruszyÅ‚a nasze ociężaÅ‚e zadki z kanapy i skÅ‚oniÅ‚a nas do lektury skÅ‚adów dÅ‚uższych niż sezon Mody na Sukces, to jednoczeÅ›nie stworzyÅ‚a pokolenie głąbów (przepraszam za dosadność), którzy aspekty wizualne przedkÅ‚adajÄ… nad swoje zdrowie. Pokolenie, które boi siÄ™ zjeść garść truskawek czy nieco ponad 100 gramów pieczonych ziemniaków. Pokolenie, które eliminuje ze swojej diety co drugÄ… grupÄ™ pokarmów, choć nie wykazuje na nie żadnych nietolerancji. Pokolenie,  które puchnie i zalewa siÄ™ tÅ‚uszczem na samÄ… myÅ›l o twarogu czy smażonej rybie. I wreszcie pokolenie, które w imiÄ™ redukcji tnie kalorie bardziej niż niewyszkolona fryzjerka Twoje dÅ‚ugo zapuszczane wÅ‚osy. To również pokolenie, które odmawia sobie naturalnych, wysoko odżywczych produktów i z dumÄ… zastÄ™puje je chemicznym syfem. Pokolenie, dla którego jedynym wyznacznikiem jakoÅ›ci jest kaloryczność napisana drobnym maczkiem z tyÅ‚u opakowania. 

ProszÄ™, nie daj siÄ™ ogÅ‚upić.  Nie stawiaj znaku równoÅ›ci miÄ™dzy lekkie a zdrowe. Nie rezygnuj z domowej roboty smoothie ani weekendowych naleÅ›ników ze 100% polewÄ… czekoladowÄ…. I nie daj sobie wmówić, że w życiu liczy siÄ™ tylko forma. Bo w życiu najbardziej liczy siÄ™ zdrowie. Bez niego nie zrobisz nic, nawet tej swojej wyÅ›nionej kraty.

Åšciskam!

To będzie wyjątkowy tygodnik. No bo kto normalny pisze podsumowanie tygodnia w poniedziałek? :D Tym razem zdradzę Wam coś, co ukrywałam przed Wami od dawna, opowiem o swojej włoskiej kochance i pocałunku z LP - babeczką od "Lost on you". Zapnijcie pasy, bo za 3-2-1...lecimy!

Nie czekałam na nią 9 miesięcy. Nie zostałam bohaterką lokalnej porodówki. Ba, porodu wcale nie było. A jednak zostałam matką. Jak to się stało? Pod wpływem emocji zdecydowałam się na adopcję. Jestem świadoma, że to decyzja na całe życie, a więc powinna być przemyślana. Ale wiecie jak to jest, czasem pojawia się to dziwne ukłucie w serduchu, które każe nam działać tu i teraz. I właśnie tak zrobiłam. Adoptowałam pszczołę :-). Nie wiem, jak ma na imię ani jak wygląda. Nie wiem nawet, w jakim jest wieku. Wiem o niej tylko jedno - jeżeli jej zabraknie, to zabraknie również moich ulubionych owoców i warzyw. Zabraknie Twojej porannej kawy i mojej pospiesznie wypitej herbaty. A później zabraknie i Ciebie i mnie. Nie wierzysz? No to obejrzyj ten krótki filmik:
  


To jak, przygarniesz pszczelą rodzinkę pod swój dach? Adopcja jednej pszczoły kosztuje 2zł. Dwa złote, za które możesz kupić małą paczkę chipsów lub dwa wątpliwej jakości pączki. Oczywiście wybór należy do Ciebie :D. Więcej informacji znajdziesz na: https://adoptujpszczole.pl/

A skoro mowa o jedzeniu, to nie mogę nie wspomnieć o miłości mego życia - pizzy. We wrześniu nie miałam czasu na przyjemności - leniwe weekendy, wycieczki czy gotowanie. A właśnie to ostatnie sprawia, że jestem wychillowana, bo jak wiadomo człowiek głodny lub jedzący byle jak to człowiek zły ;). Na szczęście od piątku mam już więcej czasu. Jeżeli wciąż nie wiecie, dlaczego, to odsyłam Was to poprzedniego wpisu: KLIK :). W każdym razie swój pierwszy wolny dzień spędziłam przy garach. Zrobiłam zupę-krem z brokułów, ale kto by tam się wzruszał zupą. Jednak pizza to zupełnie inna historia. Kilka lat temu za namową TŻ-a zaczęłam się bawić w pieczenie domowej pizzy i do dziś nie mogę się z tego wyleczyć. Na szczęście nie jest to groźne uzależnienie. W końcu malutkie fałdki na brzuchu nie gryzą :D. Thank God! I powiem Wam, że odkąd poznałam smak pizzy z prawdziwą mozzarellą, a nie seropodobną breją, to wcale mnie nie ciągnie do pseudopizzeri. Dlatego mam nadzieję, że jeżeli swój pierwszy raz z domową pizzą macie wciąż przed sobą, to widok mojej włoskiej kochanki zachęci Was do rychłej utraty dziewictwa ;):


 
Skoro już przypadkiem zahaczyÅ‚am o seks, to od razu wspomnÄ™, że nie do koÅ„ca rozumiem, gdy obcych ludzi interesuje bardziej to, z kim sypiamy niż to, kim jesteÅ›my i ile talentów i magii w sobie skrywamy. I wÅ‚aÅ›nie tak jest w przypadku LP, którÄ… na pewno kojarzycie za sprawÄ… tej piosenki: 



Piosenka piosenką i jej zajebistość zajebistością, ale tym, co wywołało największy szum na yt jest ostatnia scena teledysku, w której LP całuje się z kobietą. Serio? W świecie, w którym zgraja czubów bzyka się na szklanym ekranie, w którym publikujemy swoje peniski na snapie czy innym instagramie szokuje nas pocałunek? Ja, szczerze mówiąc, do gardła ani innego uroczego otworu nie zamierzam nikomu zaglądać. Zdecydowanie bardziej wolę w tym czasie skupić się na muzyce i to nie byle jakiej. I Was zachęcam do tego samego :). LP to chodzący talent, człowiek-orkiestra i naprawdę warto zapoznać się z jej twórczością. W szczególności polecam Wam kawałki: Muddy Waters, Forever for now, bardziej energetyczne Tokyo Sunrise czy Into the Wild. Koniecznie posłuchajcie ich w wersji live session, np. :



To by było na tyle w dzisiejszym tygodniku :). Było prorodzinnie (bzzz :D), apetycznie i muzycznie ;). Kto nie przysnął w połowie, zostawia komentarz! A tak serio, przyznajcie się, czy wśród Was kryje się taki pizzożerca jak ja? ;)

Åšciskam!

Gdybym miaÅ‚a Wam powiedzieć, jak siÄ™ teraz czujÄ™, wystarczyÅ‚oby mi jedno sÅ‚owo - ulga. Ostatnie miesiÄ…ce byÅ‚y dla mnie cholernie stresujÄ…ce przede wszystkim za sprawÄ… studiów. Pisanie pracy magisterskiej i zwiÄ…zane z tym komplikacje w dużej mierze nie wynikajÄ…ce z mojej winy daÅ‚y mi popalić do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam wÄ…tpić w swój edukacyjny happy ending. Ale jednak udaÅ‚o siÄ™ zrobiÅ‚am to. Wzięłam siÄ™ w garść i doprowadziÅ‚am sprawÄ™ do samego koÅ„ca. 

Muszę przyznać, że druga połowa września była dla mnie czystym wariactwem. Cały mój świat sprowadził się do krążenia między nową pracą a domem, w którym jedyną intymną relację utrzymywałam z Wordem. Przez kilka dni spałam po 2-4 godziny. Kładłam się spać po północy i wstawałam przed 03:00. Pisałam, nanosiłam poprawki, uzupełniałam braki w bibliografii i tak bez przerwy do godziny 13:00, kiedy wsiadałam w samochód i jechałam do pracy. Wracałam ok. 20:00. Wtedy miałam chwilę na ciepły, często typowo fast-foodowy posiłek i pospiesznie wypitą herbatę. I później znowu 4 godziny na pisanie, śmieszne kilka godzin na sen i kolejny 10-godzinny maraton (wówczas :)) niedoszłego magistra. Było ciężko, zwłaszcza wtedy, gdy buntowało się ciało, a głowa chciała pracować. Ale zacisnęłam zęby i tym sposobem od dwóch dni jestem spełnioną panią magister i bardzo podbudowaną Nikoliną :-).

Sama obrona byÅ‚a dla mnie magiczna. Stres przed wejÅ›ciem do sali, a później duża pewność siebie i ogromny spokój. Szczegółowo odpowiadaÅ‚am na wszystkie pytanie aż w pewnym momencie osoby z komisji zaczęły pod nosem Å›mieszkować, że taka ze mnie gaduÅ‚a ;-). WychodzÄ…c z sali, miaÅ‚am Å›wiadomość, że naprawdÄ™ daÅ‚am radÄ™ i że wszystko zagraÅ‚o tak jak chciaÅ‚am. Po chwili zostaÅ‚am zawoÅ‚ana na ogÅ‚oszenie wyników. I usÅ‚yszaÅ‚am: Jako przewodniczÄ…cy komisji gratulujÄ™ uzyskania tytuÅ‚u magistra z ocenÄ… bardzo dobrÄ…. Boże, myÅ›laÅ‚am, że umrÄ™ ze szczęścia. A to jeszcze nie byÅ‚ koniec! PrzewodniczÄ…cy komisji, który jak pewnie siÄ™ orientujecie nie zadaje żadnych pytaÅ„ i jest odpowiedzialny jedynie za część formalnÄ… i prawidÅ‚owy przebieg obrony, powiedziaÅ‚: Zazwyczaj nie sÅ‚ucham, co kto mówi, ale Pani naprawdÄ™ sÅ‚uchaÅ‚em i to z prawdziwÄ… przyjemnoÅ›ciÄ…. Czujecie to? No myÅ›laÅ‚am, że im siÄ™ tam rozpÅ‚ynÄ™ i bÄ™dÄ… mnie zbierać z podÅ‚ogi Å‚yżeczkÄ… :). 

I nie piszÄ™ tego wszystkiego z czystej próżnoÅ›ci, choć muszÄ™ przyznać, że to cudowne uczucie być z siebie tak cholernie dumnym jak ja jestem teraz. PiszÄ™ to głównie po to, żeby podzielić siÄ™ z Wami swoim szczęściem i pokazać Wam, że nigdy, ale to nigdy nie można siÄ™ poddawać. Uwierzcie mi, że ten wpis nie jest w stanie oddać nawet w maÅ‚ym stopniu tego, w jak bardzo czarnej (no offence!) dupie byÅ‚am. A teraz jestem na szczycie i Grubson może mnie pocaÅ‚ować w... rÄ™kÄ™ oczywiÅ›cie ;).  
  
Åšciskam Was bardzo serdecznie,
Wasza cholernie szczęśliwa Fitkola FATkola :)
(to wszystko wina tych kilku pudeÅ‚ Guseppe! ;p) 

PS. Na zdjÄ™ciu od lewej: obłędne kwiaty, które dostaÅ‚am po obronie ♥, moja szczęśliwa micha :) i tort-prezent autorstwa Lubego :).  

Jedni go kochajÄ…, a drudzy nienawidzÄ… - wrzesieÅ„, bo o nim mowa, wzbudza niemaÅ‚e kontrowersje. Z jednej strony obdarowuje nas ostatnimi sÅ‚onecznymi promieniami i korzystnymi ofertami last minute, a z drugiej zapowiada nadejÅ›cie nieco ponurych miesiÄ™cy. A wiÄ™c co zrobić, żeby nie zwariować w tym przejÅ›ciowym miesiÄ…cu? Najlepiej  zapoznać siÄ™ z listÄ… 5 rzeczy, które moim zdaniem warto zrobić we wrzeÅ›niu i...wcielić je w życie :). Zatem zaczynamy:

1. Zadbaj o swoje ciało


Jeżeli w planach na wrzesieÅ„ nie masz egzotycznych wakacji, możemy uznać, że sezon na paradowanie w skÄ…pym bikini masz już za sobÄ…. Tak, wreszcie możesz sobie odpuÅ›cić! Dlatego zanurz  siÄ™ w kanapie z michÄ… paprykowych chipsów i butelkÄ… coca-coli. Przecież cellulit sam siÄ™ nie nakarmi! :D A tak poważnie, koniec lata tuż za rogiem, a wraz z nim koniec tej gÅ‚upiej, typowo letniej presji na tzw. #beachbody (plażowe ciaÅ‚o - w wolnym tÅ‚umaczeniu - suche i szerokie ;). Dlatego wykorzystaj ten czas na spokojnÄ… pracÄ™ nad swoim ciaÅ‚em :).  Nie po to, żeby w przyszÅ‚e lato zaskoczyć rodzinÄ™ i znajomych. Zaskocz samÄ… siebie, udowadniajÄ…c sobie, jak ważne jest dla Ciebie zdrowe, sprawne ciaÅ‚o. Bo tak naprawdÄ™ wÅ‚aÅ›nie to siÄ™ liczy - Ty i Twoje zdrowie, a nie skÄ…pe szorty w rozmiarze S czy przereklamowana krata na brzuchu.

2. Znajdź czas dla siebie


Weź tu, CzÅ‚owieku, bÄ…dź mÄ…dry i wypoczywaj skoro dopiero co wróciÅ‚eÅ› do szkoÅ‚y lub pracy po wakacjach. Impossibru! Wiem, wiem, deadline'y, kartkówki i wywiadówki nie poczekajÄ…, ale nie daj siÄ™ zwariować. Bez wzglÄ™du na porÄ™ roku zrób wszystko, żeby wygospodarować czas tylko i wyłącznie dla siebie. Nie dla mamy, taty, dziecka, faceta, tylko dla siebie. Basen, ulubiony serial, zajÄ™cia fitness, sÅ‚odkie nicnierobienie - wybór należy do Ciebie :-).  

3. Dużo spaceruj!


Wrzesień to jeden z najlepszych miesięcy na spacery. Dlatego okaż jeszcze więcej uwagi i serducha swojemu Azorkowi czy Pikusiowi i weź go na długi, naprawdę dłuuugi spacer. Godzinne merdanie ogonkiem i lizanie twarzy po powrocie do domu gwarantowane ;). Możliwe jednak, że nie masz psa, a Twój królik na słowo spacer patrzy na Ciebie jak na idiotę. W tym przypadku zajrzyj do schroniska. Nie, nie nakłaniam Cię do spontanicznej adopcji, która w większości przypadków kończy się złamanym psim serduchem i powrotem do schroniska z podkulonym ogonem. Jedyne do czego Cię zachęcam to wyprowadzenie schroniskowego psiaka na spacer :-). Większość schronisk daje taką możliwość i wcale nie musisz być "pełnoetatowym" wolontariuszem. Może nie zdajesz sobie sprawy, że spacer to taki schroniskowy towar luksusowy. Psy wyprowadzane są naprawdę rzadko, więc każde wyjście z boksów to takie małe-wielkie święto. Nie pozwól, żeby jedynym widokiem, jaki zapamiętają były schroniskowe kraty i miska makaronu, o którą muszą codziennie walczyć z innymi psami. Gwarantuję Ci, że dobre serducho i energia, którą poświęcisz wrócą do Ciebie ze zdwojoną siłą.

4. Ugotuj coÅ› rozgrzewajÄ…cego


Coraz chłodniejsze wieczory mówią mi, że z chłodnikami czy mrożonymi sorbetami możemy się już pożegnać. Wielkimi krokami zbliża się czas na rozgrzewające zupy ze świeżo zmielonym pieprzem i chilli, wieczory spędzone w towarzystwie kakao i placka ze śliwkami czy wspólne pieczenie pizzy z przyjaciółmi. Dlatego znajdź choć jeden wrześniowy wieczór na gotowanie i nie daj sobie wmówić, że Gordonem Ramsayem trzeba się urodzić :). Baw się, eksperymentuj i...grzej przy piekarniku ;).

5. Zajrzyj do ciucholandu


Wiem, że nie wszyscy sÄ… zwolennikami lumpeksów, ale czy jest na sali kobieta, która nie lubi sezonowego odÅ›wieżenia garderoby maÅ‚ym kosztem? ;) Trencze, miÄ™ciutkie szale, welurowe narzuty na łóżko - to wszystko możecie znaleźć w ciucholandzie :-). Dlatego do biegu, gotowi, start! Bo jak dobrze wiemy, kto pierwszy ten lepszy ;). Na koniec dla zachÄ™ty dodam tylko, że w tym sezonie udaÅ‚o mi siÄ™ upolować m.in. idealnie skrojony beżowy trencz za 18zÅ‚ i szary oversize'owy swetr za 2zÅ‚, w którym uwielbiam tonąć :).  

To już wszystko. Mam nadzieję, że wśród 5 rzeczy, które warto zrobić we wrześniu udało Ci się znaleźć chociaż jedną, która uratuje Cię przed wrześniowym smuteczkiem ;). Czekam też na Twoje pomysły na pozytywny wrzesień - nie zawiedź! :-)

Åšciskam! 


Wizyta u lekarza, która zmieniła moje życie - chwytliwy tytuł, prawda? Ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Są ludzie i sytuacje, które zasługują na duże słowa. I właśnie tak jest w tym przypadku.

Jednak cofnijmy się na chwilę w czasie. Mam podejrzenie, że część z Was czytając moje 10 przykazań pacjenta, mogła pomyśleć, że lekarze to dla mnie zło wcielone. A szczerze mówiąc, pisząc ten tekst byłam świeżo po wizycie u pani doktor, która odczarowała cudowny jak pryszcz na tyłku wizerunek polskiej służby zdrowia. Jednakże byłam tak wzruszona tą wizytą, że nie mogłam zebrać myśli do napisania tego tekstu. Dlatego postanowiłam wówczas wprowadzić Was w świat moich dotychczasowych perypetii z NFZ i dopiero później opowiedzieć tę historię. I wreszcie jest ten właściwy czas :).

JakiÅ› czas temu wybraÅ‚am siÄ™ do lekarza w roli prawej rÄ™ki pacjenta. No wiecie, takiej osoby, która bierze lekarza za fraki i mówi mu: "Nie pierdziel, tylko dawaj skierowanko na badanko! ;)" Planowana godzina wizyty zaczęła siÄ™ sporo przesuwać. 10,15, 20 minut..., a w mojej gÅ‚owie caÅ‚e stado puchatych baranków, które jak na zÅ‚ość wÅ‚aÅ›nie wtedy chciaÅ‚y utulić mnie do snu. Gdy wreszcie doliczyÅ‚am do 60 (zarówno minut jak i baranków - bo te baranki dość powolne byÅ‚y ;), nadeszÅ‚a moja kolej. WeszÅ‚am do gabinetu i pokrótce opisaÅ‚am całą sytuacjÄ™. Kto, co, gdzie, jak i po co. Sprawa byÅ‚a o tyle skomplikowana, że potrzebowaÅ‚am dwóch odrÄ™bnych skierowaÅ„ do tego samego specjalisty, skierowania na badanie krwi oraz recepty, którÄ… tak naprawdÄ™ powinien wystawić lekarz-specjalista, a nie ten pierwszego kontaktu, do którego wówczas siÄ™ udaÅ‚am. A byÅ‚a to mÅ‚oda, przesympatyczna dziewczyna, która wzięła sobie do serca całą sprawÄ™ i od rÄ™ki wystawiÅ‚a mi wszelkie potrzebne skierowania oraz wypisaÅ‚a receptÄ™. 

I mogÅ‚abym na tym tÄ™ historiÄ™ zakoÅ„czyć, a Wy zastanawialibyÅ›cie siÄ™ w duchu: "No i z czego tak siÄ™, gÅ‚upia babo, cieszysz? Ot, zwykÅ‚a wizyta - nic specjalnego." Ale teraz zapnijcie dobrze pasy i przygotujcie siÄ™ na emocjonalny rollercoaster. Kiedy opowiedziaÅ‚am o postawionej diagnozie oraz przebiegu choroby, po raz pierwszy zobaczyÅ‚am po drugiej stronie stoÅ‚u czÅ‚owieka, a nie lekarza, który ze stoperem w rÄ™ku mierzy, jak dÅ‚ugo bÄ™dÄ™ siÄ™ streszczać. To byÅ‚o coÅ› w rodzaju rozmowy z najlepszÄ… przyjaciółkÄ…, która z przejÄ™ciem i szczerym zasmuceniem spija nasze każde sÅ‚owo.  I wreszcie nie byÅ‚ to jeden z tych cholernych monologów, podczas których jedna ze stron patrzy na drugÄ… jak na idiotÄ™. Gdy po okoÅ‚o 30 minutach (! - czujecie to? przypominam, że wizyta byÅ‚a na NFZ) zadowolona bardziej niż niejeden ganja farmer zaczęłam siÄ™ zbierać do wyjÅ›cia, zostaÅ‚am poproszona o pozostanie jeszcze przez chwilÄ™, która jak siÄ™ ostatecznie okazaÅ‚o, trwaÅ‚a kolejne pół godziny (z tego miejsca pozdrawiam wszystkich ziomków z kolejki, którzy musieli mnie ostro hejtować! :D). 

I wtedy się zaczęło. Zostałam zapytana, jak z pacjentem radzimy sobie z chorobą, w jaki sposób wpływa ona na nasze codzienne funkcjonowanie i wtedy...popłynęłam. Jak zwykle zaczęło się niewinnie - mały błysk w oku, który nie wiadomo kiedy zmienił się w powódź stulecia. I nie chodziło tu tylko o to, że było mi tak cholernie ciężko z tym wszystkim, że w końcu pękłam, tylko o fakt, że wreszcie znalazł się ktoś, kogo interesowało coś więcej niż objawy - suche fakty przyklejone do kolejnej anonimowej, chorej jednostki. Już Wam kiedyś wspominałam, że strasznie nie lubię płakać w miejscach publicznych, wśród obcych ludzi, których ciekawskie spojrzenia wywołują we mnie zażenowanie do kwadratu. Są jednak sytuacje, w których wszystkie blokady puszczają i nie ma ratunku. Więc jak już popłynął pierwszy, nieco nieśmiały potok moich łez, usłyszałam przemiłe: "Proszę nie płakać, bo ja nie mam żadnych chusteczek. A nie, jednak mam!" Uff. Odetchnęłam z ulgą, mając pewność, że moja powódź nie zaleje poczekalni i tych wszystkich uczulonych na wodę morską babć :). Jak już się ogarnęłam, podziękowałam za wszystko, dodając, że po raz pierwszy spotykam lekarza, który ma w sobie tyle empatii. Na co w odpowiedzi usłyszałam, że jestem super dziewczyną.

No kurde, przy tych tekstach romantyczne sceny z Zakochanego Kundla mogÄ… siÄ™ schować ;). A tak poważnie, dzielÄ™ siÄ™ z Wami tÄ… historiÄ…, bo wierzÄ™, że przywraca ona wiarÄ™ nie tylko w lekarzy, ale również w dobrych ludzi. Oni naprawdÄ™ istniejÄ…. Może czasem chowajÄ… siÄ™ po kÄ…tach i znalezienie ich nie należy do najprostszych zadaÅ„, ale naprawdÄ™ sÄ… :). 

Czuję w kościach, że zapamiętam tę wizytę do końca życia. I z całego serducha życzę Wam, żebyście na swojej drodze spotykali wyłącznie takich lekarzy* :).

*Moja historia to nie zachÄ™ta do uprawiania regularnego poczekalningu :D. Dbajcie o swoje zdrowie! :-) 

Åšciskam!


Właśnie skończyłam 24 lata. No dobra, ściemniam. To było przedwczoraj, a ja wciąż zastanawiam się, co ze sobą zrobić, by za rok świętując swoje ćwierćwiecze, rozdziawić w lustrze japę szerzej niż w tym roku. I właśnie dlatego postanowiłam stworzyć listę rzeczy, które chciałabym naprawić - w sobie przede wszystkim. Gotowi? To zaczynamy!

1.  Jeszcze bardziej uwierzyć w siebie

Moja obecna pewność siebie jest jakieÅ› sto razy wiÄ™ksza od tej sprzed kilku lat. A jednak wciąż czujÄ™ jej niedosyt. To coÅ› na ksztaÅ‚t geograficznej depresji, która z biegiem lat przeksztaÅ‚ciÅ‚a siÄ™ w równinÄ™ - niby wyżej, lepiej, bliżej sÅ‚oÅ„ca, a jednak wciąż do niego za daleko. Co prawda, po dawnej mnie, którÄ… bolaÅ‚a każda kÄ…Å›liwa uwaga i która baÅ‚a siÄ™ mieć innÄ… opiniÄ™, buty czy zeszyt nie zostaÅ‚ nawet Å›lad. Ale powiedzmy sobie szczerze, pewność siebie nie sprowadza siÄ™ tylko do krzykliwego stroju i dosadnie wyrażonej opinii wbrew temu, co pomyÅ›lÄ… inni. 

Pewność siebie to też świadomość, że nie musisz za każdym razem się zastanawiać ani tym bardziej każdemu udowadniać, że zasługujesz na to, co najlepsze. Ty to po prostu wiesz, a inni mają przyjąć to za pewnik - i tu naprawdę nie ma się nad czym rozwodzić. Ja natomiast jestem cały czas na etapie wiecznego udowadniania sobie i innym. Że zasługuję na miłość i szacunek. Że jestem wartościową kobietą, fajnym pracownikiem i dobrym materiałem na przyjaciela. Że pewne rzeczy wychodzą mi robię naprawdę dobrze. To wieczne udowadnianie wszystkiego wszystkim nie tylko męczy, ale też podcina skrzydełka. Widzieliście kiedyś tańczącego na wietrze motyla bez skrzydeł? Bo ja nie.

2. Mniej się bać
 
W swoje 25-te urodziny chciałabym też mniej się bać. I tak naprawdę lepsza samoocena i pewność siebie są w stanie w 80% załatwić sprawę. Bo kiedy z całego serducha wierzysz, że choćby skały srały, to Ty i tak sobie poradzisz, to ten pieprzony lęk jest mniejszy, a w niektórych sytuacjach może nie pojawić się wcale. Wtedy zdecydowanie łatwiej przetrwać każdy uczuciowy huragan, finansowe dno i zdrowotny zakręt. A ludzie? Ludzie mogą się tylko dziwić, że zamiast czołgać się przez kolejne kilometry swojego życia, otrzepujesz kolanka, poprawiasz włosy i dumnie idziesz dalej.

Ale na czÄ™stotliwość i intensywność lÄ™ku wpÅ‚ywa nie tylko samoocena i pewność siebie, ale również stosunek do zmian. A jak wiadomo, zmiana zmianie nierówna. OsobiÅ›cie nie mam wiÄ™kszego problemu ze zmianÄ… fryzury czy rezygnacjÄ… z 5-gwiazdkowego hotelu (w którym btw. nigdy nie byÅ‚am :D) na rzecz namiotu rozbitego wÅ›ród krwiożerczych komarów i leÅ›nych stworów. Gorzej jednak, gdy chodzi o poważniejsze kwestie zwiÄ…zane z edukacjÄ… czy pracÄ…. Wtedy rozkminiam wszystko na 100 sposobów i choć ryzyko jest równe bÄ…dź mniejsze od potencjalnych korzyÅ›ci, zdarza mi siÄ™ odpuszczać. Bo bojÄ™ siÄ™, że wpadnÄ™ z deszczu pod rynnÄ™. Å»e stracÄ™ grunt pod nogami, a "dobra zmiana" odbije mi siÄ™ czkawkÄ…. 

I gwoli jasnoÅ›ci, nie twierdzÄ™, że każda zmiana jest dobra, bo to by byÅ‚a jedna wielka Å›ciema. Nie zawsze warto porzucić to, co znane, sprawdzone i dobre na rzecz wielkiej niewiadomej. Przecież zmiana to nie nowy telewizor, na który dostaniesz 2 lata gwarancji, w trakcie obowiÄ…zywania której miÅ‚y pan serwisant zadba, żeby wszystko byÅ‚o w jak najlepszym porzÄ…dku. Nikt nie weźmie za Ciebie odpowiedzialnoÅ›ci, gdy coÅ› pieprznie. Ale przyznaj, sÄ… jednak sytuacje, w których caÅ‚ym sobÄ… czujesz, że tuż za rogiem czai siÄ™ coÅ› dobrego, a jednak odpuszczasz, bo...  bo po prostu siÄ™ boisz. I ja mam dokÅ‚adnie tak samo. A najgorsze jest to, że na tej rezygnacji siÄ™ nie koÅ„czy. Później pojawia siÄ™ caÅ‚a pielgrzymka myÅ›li, które każą Ci bawić siÄ™ we WróżbitÄ™ Macieja i gdybać, jak cudowne mogÅ‚oby być Twoje życie, gdybyÅ› jednak zaryzykowaÅ‚. I wÅ‚aÅ›nie tych myÅ›li nie lubiÄ™ najbardziej.

3. Bardziej ufać

Bezpieczne życie jest...bezpieczne - powiedziaÅ‚a Nikolina Coelho (po autografy proszÄ™ zgÅ‚aszać siÄ™ pod tym postem ;). I choć w zamyÅ›le spadochron jest super, to jednak szelki potrafiÄ… czasem uwierać. Dlatego chciaÅ‚abym móc bezgranicznie zaufać i przeżyć emocjonalny Mount Everest, a w gorszym przypadku, totalnie siÄ™ spalić. Odczuwać wszystko na 100%, a nie bezpieczne 80%, które choć gwarantuje margines bezpieczeÅ„stwa, to jednak nie pozwala doÅ›wiadczać wielu rzeczy w peÅ‚ni. 
 
4. Jeszcze bardziej wyluzować

Poza tym chciaÅ‚abym jeszcze bardziej zluzować gumÄ™ w majtach. "Miej wywalone" praktykujÄ™ od jakiegoÅ› czasu, ale potrzebujÄ™ rozwinąć ten życiowy projekt na jeszcze wiÄ™kszÄ… skalÄ™. W sumie zabawne i paradoksalne jest to, że choć naprawdÄ™ dużo we mnie dystansu do siebie, to jednak wciąż dajÄ™ siÄ™ zÅ‚apać w puÅ‚apkÄ™ "Pani Idealnej".  I że jeżeli ja krytykujÄ™ siebie samÄ… (co robiÄ™ nad wyraz czÄ™sto), to wszystko jest ok. Gorzej jednak, gdy robi to ktoÅ› bliski (opinia reszty spÅ‚ywa po mnie jak po kaczce). A jeszcze zabawniejsze jest to, że sÅ‚owa krytyki z ust kogoÅ› ważnego uderzajÄ… we mnie  nie dlatego, że jestem oburzona: "Jak on(a) Å›mie mnie krytykować?", tylko dlatego, że ciężko pracujÄ™ na to, by w oczach bliskich być perfekcjÄ… o dwóch zgrabnych nogach - co oczywiÅ›cie jest gÅ‚upie i nierealne.

5. Iść po swoje

Last but not least, chciałabym wreszcie się ogarnąć i nie zbaczać z obranego celu. Nie zniechęcać się, nie rozleniwiać po kilku tygodniach czy miesiącach ciężkiej pracy nad spełnianiem swoich marzeń. Wreszcie przestać koncentrować się na tym, jak odległy jest mój cel i jak wiele litrów potu wyleję zanim zobaczę choćby skrawek sukcesu. Po prostu robić swoje. Nie rozglądać się na boki i nie wybiegać zbytnio w przyszłość. Robić, robić, robić i...nigdy nie przestawać.

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca. Już wiesz, jakie 5 rzeczy chciałabym w sobie naprawić - nie dlatego, że są do niczego, ale dlatego, że chcę wejść na wyższy poziom relacji z samą sobą. Nie chcę być już swoją dobrą koleżanką, tylko przyjaciółką, która zrobi wszystko, żebym była szczęśliwa.

To teraz Twoja kolej - powiedz mi, nad czym chcesz popracować :-).

Åšciskam!